Lokalizacja, nazwa i świadomość społeczna

Share:

Wiele osób krytykuje Dom Development, że nazwa jego nowej inwestycji to ściema (czyli bullshit). Osiedle „Saska Kępa” powstaje bowiem poza granicami tej prestiżowej, historycznej dzielnicy, w administracyjnych granicach Gocławia. Problem z nazwą tej inwestycji jest jednak nieco bardziej złożony…

Percepcja miejsca (+)

Jak słusznie zwrócił uwagę Artur Pietraszewski, Dom Development zagospodarowuje (również mentalnie) przestrzeń, która właściwie nie istnieje w świadomości społecznej.  Naturalnym wydaje się, że deweloper woli skojarzyć ją z prestiżową Saską Kępą niż z popularnym Gocławiem. Podobny zabieg doskonale udał się w przypadku inwestycji Marina Mokotów tego samego dewelopera (realizowanej wspólnie z PKO Inwestycje), położonej na granicy Mokotowa i Ochoty.

Zaufanie (-)

Sęk w tym, że „Marina” leży w administracyjnych granicach Mokotowa, a „Saska Kępa” nie jest położona na żadnej Saskiej Kępie – ani administracyjnej, ani historycznej, ani społecznej. Być może „Saska Kępa na Gocławiu” będzie tylko tematem żartów, ale gdyby coś poszło nie tak, klienci mogą wykorzystać ten fakt jako argument na braki w uczciwości dewelopera.

A pamiętajmy, że zaufanie do firm deweloperskich zostało mocno nadszarpnięte za sprawą „wolnej amerykanki” uprawianej przez nich w czasie boomu i obnażonej w kryzysie. Jego odbudowanie wymaga dużej dbałości o ucczciwość w komunikacji. Być może Dom Development jest deweloperem na tyle szanowanym, że klienci wybaczą mu taki numer, ale nie zaszkodzi dmuchać na zimne.

Trwałość marki (-)

Nazwy inwestycji są w znakomitej większości przypadków wykorzystywane jedynie przez deweloperów podczas promocji i sprzedaży mieszkań. Sami klienci rzadko się nimi posługują w rozmowach ze znajomymi – zazwyczaj odwołują się do lokalizacji i marki dewelopera. Nazwa inwestycji ma szansę przebić się do świadomości społecznej w specyficznej sytuacji, kiedy projekt jest wyjątkowo duży (np. Eko Park czy Marina Mokotów) lub wyjątkowy z innego powodu (np. Rezydencja Opera czy Sky Tower).  Nowa inwestycja Dom Development mogłaby być kolejnym takim przypadkiem (ze względu na skalę), gdyby nie jej nazwa – bo czy ludzie mają mówić, że mieszkają „w Saskiej Kępie (no wiesz tym osiedlu Dom Development na Gocławiu)”.

Publicity (+/-)

Nie można pominąć faktu, że kontrowersje wokół nazwy inwestycji zapewniły jej dodatkowy rozgłos. Jednak ta inwestycja jest na tyle wyjątkowa, że nie trzeba szukać dodatkowych, kontrowersyjnych tematów do zwiększania publicity. Sam fakt, że jest to największa inwestycja w historii tego doświadczonego i ambitnego dewelopera, jest pretektem do zainteresowania nim. Jako pierwszy duży projekt, którego budowę rozpoczęto od załamania rynku, może stać się symbolem końca kryzysu.

Z punktu widzenia klientów największym atutem (poza przystepną ceną, kwalifikującą większość mieszkań w inwestycji do programu Rodzina na Swoim) jest duża ilość terenów zielonych – w tym sąsiedztwo Jeziora Goclawskiego oraz las, który powstanie w centralnej części osiedla. I o tym, że deweloper zapewnia mieszkańcom przyjazne otoczenie, a nie o tym, że „ściemnia” w sprawie lokalizacji, ludzie powinni rozmawiać.

Gdyby chcieć odwołać się do tych atutów inwestycji, a także do historycznej tradycji miejsca, można by nadać inwestycji nazwę „Park Potockich”. Tylko co na to Potoccy?

O nazywaniu inwestycji rozmawiałam w ubiegłym tygodniu z Michałem Macierzyńskim na antenie Biznes.tv. Zapraszam do obejrzenia całości rozmowy.

Share:

2 comments

  1. Marek_Wielgo 7 lutego, 2010 at 22:48 Reply

    Oceniam zagrywkę DD jako mistrzowską. Firma zdaje sobie sprawę, że do tej lokalizacji (raczej marnej pod względem komunikacji) może przekonać potencjalnych nabywców tylko tylko wówczas, gdy przedstawi ją jako prestiżową. Nazwa „Saska Kepa” ma temu służyć. Gdyby osiedle miało okazać się w przyszłości zwykłym szarym blokowiskiem, najpewniej stałoby się obiektem kpin. Jednak znając tę firmę, najpewniej zbuduje perełkę, coś na ksztalt Mariny Mokotów, która – według mnie – jest jednym z najładniejszych osiedli w mieście. A wtedy to nie „Saska Kepa” będzie czerpać presitż z Saskiej Kepy, a odwrotnie.

Zapisz się, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach.
Zapisz