Renesans targów?

Share:

Przez ostatnie kilka lat wyglądało na to, że w miarę rozwoju internetowych platform ofertowych, targi mieszkaniowe tracą na znaczeniu.  Ludzie przychodzą na targi, żeby zorientować się w ofercie, to samo mogą zrobić odwiedzając serwisy internetowe takie jak domiporta czy tabelaofert. Teorię tę potwierdzały obserwacje – na targi z sezonu na sezon przychodziło coraz mniej osób, aby jesienią ubiegłego roku nie przyjść wcale.

Jednocześnie moi znajomi od wielu lat sprzedający mieszkania lub zarządzający takim procesem zarzekali się, że nigdy nie sprzedali na targach żadnego mieszkania, że miały one wymiar wyłącznie wizerunkowy.

Aż tu w drugim kwartale kryzysu targi mieszkaniowe zaczęły przeżywać oblężenie. Za nami właśnie czwarte targi w tym sezonie i wszystkie można okrzyknąć sukcesem. Co więcej, deweloperzy twierdzą, że ich efektem są zupełnie realne transakcje, co przy obecnym stanie rynku jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Trzeba deweloperom przyznać, że naprawdę się starają. Banalnie oklejone Oktanormy zajmują coraz mniejszą powierzchnię wystawienniczą. Wyparły je zrealizowane z większym lub mniejszym rozmachem stoiska pozwalające zobaczyć, co deweloper ma do zaoferowania, ale i spokojnie porozmawiać o konkretnych propozycjach. Na szczególną uwagę zasługują nowe ekspozycje Budimexu i Ronsona, prezentujące zróżnicowaną ofertę bez wrażenia chaosu i pozwalające na dość komfortowy kontakt z przedstawicielem sprzedaży.

Ale nie oszukujmy się – to nie coraz lepsze stoiska ściągają tłumy na targi. Co więc się stało?

Myślę, że nastał czas „niewiernych Tomaszów”. Kiedy media codziennie mówią nam co innego o sytuacji na rynku mieszkaniowym; kiedy nie wiemy, któremu deweloperowi możemy zaufać – chcemy to poczuć, zobaczyć, usłyszeć, ocenić własnymi zmysłami i na własny rachunek. Lub przynajmniej mieć takie poczucie. Kryzys zaufania każe sięgnąć do bardziej bezpośrednich form kontaktu, intensyfikuje potrzebę „high touch”.

Share:
Zapisz się, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach.
Zapisz